|
Irena i Seweryn Ratajczakowie poznali się w pracy. Obydwoje zatrudnieni byli w zakładzie wikliniarskim w Przybyszewie. Pan Seweryn z tej wsi pochodził, a jego przyszła żona dojeżdżała do pracy z Pawłowic. Pobrali się w 1961 roku kiedy pan Seweryn wrócił z wojska. Przez pierwsze trzy lata mieszkali u rodziców panny młodej, ale wkrótce przenieśli się do Henrykowa. Tam w PGR spędzili siedem lat. A potem wrócili do Pawłowic i zamieszkali w domku tuż obok kościoła. Pan Seweryn rozpoczął pracę w Przedsiębiorstwie Wodno - Kanalizacyjnym w Lesznie. W oczyszczalni spędził prawie trzydzieści lat i stamtąd przeszedł na emeryturę. A pani Irena cały czas wyplatała koszyki, tacki, podstawki i wiele innych elementów z wikliny. Najpierw pracowała na etacie w zakładzie, a potem chałupniczo, w domu. I to były najbardziej pracowite lata pani Ireny. Na świat przyszła trójka dzieci, więc pani Irena musiała prowadzić dom, wychowywać dwóch synów i córkę, uprawiać ogród, no i od wczesnych godzin rannych wyplatać wiklinę. Zrobiła setki a może i tysiące sztuk najróżniejszych wiklinowych produktów. Nie było łatwo.
Dziś państwo Ratajczakowie mieszkają z najstarszym synem. Córka mieszka też w Pawłowicach, a drugi syn w Kłodzie. Jubilaci mają troje wnucząt, a najstarszą przez kilka lat wychowywali. Wszyscy więc są z sobą bardzo zżyci. Nic dziwnego, że rodzinka chętnie się odwiedza. Pan Seweryn ciągle oddaje się swojej największej pasji - koniom. Zawsze je miał, a teraz w stajni stoją dwa. Poświęca im kilka godzin dziennie. Ale zajmuje się też pracą w obejściu, są przecież świnie, kury i perliczki.
Zawsze jest co robić. A pani Irena prowadzi dom. Na brak zajęć nie narzekają. Na szczęście dopisuje im zdrowie, więc mają nadzieję, że długo jeszcze będą razem. Tego życzą im bliscy i przedstawiciele władz gminy, którzy odwiedzili jubilatów.
Prezydent RP nadał Państwu Ratajczakom medale Za długoletnie pożycie małżeńskie.
|